Prawo Niemieckie. Prawo w Niemczech

I.         Wczesna historia.

W roku 2011 my czyli ja: Alexander Klotzman i moja żona Kinga Klotzman  wprowadziliśmy się do pewnego świeżo zbudowanego domu czynszowego w Monachium na 4 piętro (Punkt 1.1.1).

Dodatkowa wzmianka: W raz z nami wprowadziła się para cwaniaczków pochodząca też z Polski: pani Grażyna SMALUCH i pan Roman SMALUCH na drugie piętro. Oboje pochodzą z Gliwic, są majętni i w Niemczech prowadzą jakoś działalność gospodarczą, oficjalnie na parę tysięcy Euro obrotu rocznie, a w rzeczywistości robią grube przekręty, rozbijają się drogimi samochodami za 30.000 Euro, działalność gospodarczą w której wykorzystują też innych Polaków nie płacąc im za wykonywanie pracy.  

Jednak najważniejsze jest, to że Grażyna SMALUCH jest ekstremalnie zaczepną osobą, która w miejscu zamieszkania, podsyca plotkami, denucjacjami jedne osoby przeciwko innym. Do tego wykorzystuje osoby trzecie jako narzędzia do granic możliwości; osoby te przez to cierpią, ale nawet sobie nie zdaja sprawy, że są przez nią wykorzystywane.

Dalej: Po kilku miesiącach Grażyna SMALUCH prosiła nas o to żebyśmy się wymienili mieszkaniami. Ona chciała mieszkać na 4 piętrze obok pewnego rodowitego Niemca pana Siegfrieda VOGTa z którym się zaprzyjaźniła, a właściwie potrzebowała go do wykorzystywania go do swoich psychopatycznych zapędów. Ale my odmówiliśmy ponieważ nam się wtedy to mieszkanie na 4 piętrze podobało (Punkt 1.1.1).

Dodatkowa wzmianka: Jak się później okazało pan Siegfried VOGT (ur. w 1976) był wcześniej, tzn. przed rokiem 2011 notowany przez policje za pobicia i sąsiedzkie awantury. Ale to nie wszystko, Pan VOGT był w części nie poczytalny, ponieważ w latach 90 ubiegłego wieku przeszedł  operacje usunięcia nowotworu z głowy, z komplikacjami neurologicznymi jak np. strata węchu, zaburzenia widzenia itd. Co jest potwierdzone aktami lekarskimi. Ale nie tylko: Pan VOGT reagował na każdy impuls agresywnie w przeciągu ułamku sekundy.

My przed rokiem 2011, my tzn. ja: Alexander Klotzman od początku przyjazdu do Niemiec w roku  2002 i moja żona Kinga Klotzman od roku 2007, nie byliśmy notowani przez Policje; praktycznie do dziś. Wszystkie, bez wyjątku (!) nasze konflikty kręcą się wokół tej pani Grażyny SMALUCH. Pomiędzy rokiem, 2001 a 2018, nigdy nie byliśmy nawet zanotowani z powodu jakieś kradzieży w sklepie, obrazy, jazdy na gapę czy choćby ja osobiście nigdy nie dostałem ani jednego punku karnego za wykroczenia drogowe, pomimo tego że zrobiłem w Niemczech około 150.000 km. Nigdy nie braliśmy kredytów, które nie spłacaliśmy. Nie pijemy, nie palimy i nie ćpamy. I do tej pory niemieliśmy problemów z innymi urzędami. Żyliśmy tak spokojnie, że nawet nigdy nie zostałem skontrolowani na ulicy, przez jakiś patrol policyjny czy drogowy. Nic, totalnie nic.

Dalej: W drugiej połowie roku 2011 byliśmy bez przerwy mobbowani i atakowani przez tego pana VOGTa na zlecenie tej pani SMALUCH. Nasze skargi na policje w sprawie jego mobingu były odrzucane, jego kłamstwa i kłamstewka były w pełni badane przez policje. Bezskutecznie.

Jak się okazało trochę później, za panem VOGTem stał jeden policjant Axel SCHLÜTER z Westfalii. Pod jego kuratelom Siegfried VOGT mógł sobie z nami robić co sobie chciał, a właściwie to co mu Grażyna SMALUCH nakazała. Próbowaliśmy dać policji do zrozumienia, że za wszystkim stoi nasza rodaczka Grażyna SMALUCH, która nęka innych sąsiadów i ich dzieci, ale przed tego SCHLÜTERa nie mogliśmy nic praktycznie zrobić bo krył VOGTa i Grażynę SMALUCH.

Dodatkowa wzmianka: Westfalen; Moje ponad 16 letnie doświadczenie z pobytu w Niemczech pozwoliło mi wyodrębnić problem. Wedle propagandy w niemieckojęzycznych mediach najgorsi są Niemcy z byłego DDR. Ja na własnej skórze się przekonałem jednak wielokrotnie, że Westfalczycy są najgorszą odmianą Niemca, jeżeli sobie pozwolę tak to nazwać za przeproszeniem po imieniu ten problem (rozdział 33). Ten mały ksenofobiczny narodek z kraju związkowego NRW jest niby lewicowy, tak naprawdę niesamowicie rasistowski. Pochodzą z stamtąd tacy Politycy jak Alice Weidel, Jörg Meuthen, Stephan Brander, Jens Spahn, Björn Höcke którzy nienawidzą obcokrajowców. Polaków w szczególności nienawidzą i to od ponad 150 lat, kiedy to jeszcze za Bismarcka Polacy przyjeżdżali im „kraść” miejsca pracy w zagłębiu Ruhry.

Przepraszam że to opisuje, ale to jest potrzebne do zrozumienia problemu ponieważ:

… i teraz najciekawsza rzecz: Pomimo że, jesteśmy od 2011 do dzisiaj mobbowani, oskarżani o niemożliwe rzeczy, niemiecka policja, niemiecka policja kryminalna i prokuratura tylko w  pierwszych praktycznie 2 miesiącach konfliktu w lecie 2011 przeprowadziła ofensywne działania przeciwko nam.

Normalni policjanci i urzędnicy policji kryminalnej po prostu wiedzą, że jesteśmy totalnie nieszkodliwi i od jesieni 2011 do dzisiaj praktycznie nie prowadzili przeciwko nam żadnych akcji ofensywnych. Ale z powodu tego rasistowskiego policjanta Axela SCHLÜTERa zachowywali się w pasywny sposób, nie chcieli, a właściwie nie mogli nam pomóc, a ten pan VOGT podjudzany przez panią SMALUCH mógł sobie robić co sobie chce.

Dodatkowa wzmianka: Westfale Axel SCHLÜTER: Bardzo ważne jest to, że SCHLÜTER na lokalnym posterunku policji w naszej dzielnicy Riem-Trudering wywoływał wielkie ciśnienie na innych policjantach. Policjanci a w szczególności ci młodzi, musieli przez bardzo wiele lat kryć jego przestępstwa i wykroczenia; a ten co tego nie robił, byłby mobbowany przez niego jak ten co własne gniazdo kala. SCHLÜTER jest znany od tego, że przez jego rasistowskie i debilny zagrywki dochodziło wręcz do starć pomiędzy dużymi grupami ludźmi z naszej dzielnicy a policją.

II.        Pani Smaluch groźby pobicia, przez pana Vogta.

Po pewnym czasie, końcem października 2011 Siegried VOGT chciał sobie dać spokój. Był po prostu zmęczony i żaden normalny urzędnik czy policjant nie chciał mu pomagać. Ponieważ on zaczął słabnąc, Grażyna SMALUCH przejęła pałeczkę i zaczęła mojej zonie Kindze grozić, że jak się nie przeprowadzimy to nam Siegfried VOGT przyleje (Punkt 1.1.4). Próbowaliśmy to zgłosić na policje, jednak rasistowski Policjant Axel SCHLÜTER zmusił nas do wycofania zgłoszenia o przestępstwie i groził nam że załatwi nam wyrzucenie z mieszkania.

Wycofanie doniesienia o przestępstwie miało dla nas katastrofalne skutki.

III.      Napad na nas w domu w dniu 27.02.2013.

W dniu 27.02.2013 Siegfried VOGT zaatakował nas w naszym mieszkaniu (Punkt 1.1.6). Kinga była  wtedy w 6 miesiącu w ciąży. Powodem jego ataku było to, że od stycznia 2013 kopał czy walił w szczególności w nocy w nasze drzwi wejściowe, a ja próbowałem mu zwrócić uwagę. 

Żeby go wyprzeć z mieszkania, obrzucałem go przedmiotami, by trzymać go na dystans. Byliśmy w szoku. Za nami wstawiło się wielu sąsiadów, wytłumaczy policji i policji kryminalnej o co chodzi ponieważ byli też w roku 2012 bez końca nękani przez Grażynę SMALUCH i Siegfrieda VOGTa (Punkt 1.1.5).

IV.      Śledztwo monachijskiej policji kryminalnej pomiędzy napadem 27.02.2013 a napadem z 15.04.2013.

Śledztwo przejęła policja kryminalna. Śledztwo ale zaczęło się bardzo powoli, ponieważ po tym całym kryminalizowaniu naszej rodziny i faworyzowaniu napastnika pana VOGTa przez rasistowskiego policjanta SCHLÜTERa, policja kryminalna z centrum miasta nie wiedziała kto jest ofiarą a kto jest napastnikiem (Punkt 1.1.6). Siegfried VOGT opowiadał głupoty, że go to ja zaatakowałem, a że ponieważ neutralny świadek, z którym nie miałem nigdy do czynienia, który przybył na miejsce zdarzenia jako pierwszy potwierdził, że byłem zaatakowany i miałem podarte ubranie, policja kryminalna zaczęła kapować kto jest napastnikiem. Do tego, po ataku VOGT próbował od świadków wymuszać swoje wersje zdarzenia i groził im.

Żeby problem jako tako załatwić, policja kryminalna załatwiła mu mieszkanie gdzie się mógł przeprowadzić. Ale podjudzony przed Grażynę SMALUCH rasistowskiego policjanta Axela SCHLÜTERa postanowił zaatakować, z czystej zemsty jeszcze raz:

V.        Brutalny atak na ciężarna Kingę w dniu 15.04.2013.

Siegfried VOGT zaatakował nas 6 tygodni później przed winda jak wracaliśmy z zakupów. Kinga była wtedy prawie w 8 miesiącu, tej samej ciąży. Napastnik VOGT popchnął ja brutalnie na ścianę, ponieważ stalą na mu na drodze żeby mnie znowu pobić. Kinga uderzyła ciężarnym brzuchem o siana i upadła. VOGT wyciągnął gaz i zaatakował mnie i moja żonę Kingę. Uciekaliśmy po schodach a on mnie jeszcze kopal i ostrzeliwał gazem.

Po napadzie VOGT uciekł do lokalnego posterunku policji, do swojego rasistowskiego Kumpla Axela SCHLÜTERa (Punkt 1.1.7). Policja pod namową SCHLÜTERa nie chciała przyjąć zgłoszenia, Kinga urodziła naszego synka niewiele godzin później. Z powodu braku tlenu przed porodem jest częściowo niepełnosprawny.

Śledztwo zostało umorzone przez policje kryminalna i prokuraturę nim się jeszcze zaczęło, by kryć rasistowskiego policjanta Axel SCHLÜTERA. To jest szczegółowo pokryte materiałem dowodowym. Pozytywne jest to, ze VOGT zniknął ze swojego mieszkania praktycznie na drugi dzień po napadzie (Punkt 1.1.8).

VI.      Czas pomiędzy napadem w dniu 15.04.2013 a napadem w dniu 13.11.2014.

Brutalnie zranieni w szczególności psychicznie, zostaliśmy zostawieni sami sobie. Właściwie takie brutalne historie się kończą. Nasza historia, która my mamy do opowiedzenia dopiero właściwie się zaczyna. 

Jak napisałem, policja kryminalna umożliwiła VOGTowi przeprowadzkę, ale problem został: Pani Grażyna SMALUCH – natarczywa, psychopatyczna prześladowczyni. Już 2 miesięcy po wyprowadzce zaczęła nas i innych sąsiadów mobbować (Punkt 1.2.1). Ponieważ brakowało jej tego brutalnego VOGTa, „z braku laku” znalazła sobie pewnego niemieckiego drobnego,  w zasadzie niegroźnego pijaczka z parteru; pana Maika SCHMIDTa.   

Tak samo Westfale Axel SCHLÜTER czul się pokrzywdzony i w roku 2013 prześladował moja żonę Kingę na ulicy.

VII.     Nowa historia – Następne groźby.

My zdecydowaliśmy się na jeszcze jedno dziecko, właściwie wyszło nam bez planu. Początkiem października 2014 urodziła się nam dziewczynka. 7 i 10 Listopada 2014 Grażyna SMALUCH zaatakowała i popchnęła moja żonę Kingę w windzie. 7 Listopada Kinga miała w nosidełku córkę, w ręce siatki, musiała się ratować głowa na szybie w windzie, by nie zgnieść dzidziusia. Psychopatka SMALUCHOWA groziła że nas wszystkich, łącznie z dziećmi załatwi (Punkt 1.2.3). Te same groźby wypowiedziała 10 listopada w takiej samej sytuacja przed windą, jak moja żona Kinga miała na rękach synka.

Dla przypomnienia: To były powtórzone groźby które były już w okrutny sposób nie raz w czyn zamienione w dniu 27.02.2013 i  w szczególności 15.04.2013. Nie wiedzieliśmy co robić, na policje nie mogliśmy liczyć z powodu rasistowskiego SCHLÜTERa (Punkt 1.2.4). A baliśmy strasznie, ponieważ nie wiedzieliśmy zbytnio co i dokładnie z kim ta prześladowczyni planuje. 

Nie zostało nam mi nic innego jak pogadać z nią w obecności jej męża  by zostawiła nas a w szczególności  w spokoju. Do tej pory jej mąż, pan Roman SMALUCH pomimo że robił wrażenia człowieka, zahukanego, energicznego, można powiedzieć z obłędem w oczach, ale do tej pory nigdy nie brał udziału w nagonce na nas. A nagonce na innych sąsiadów pełnił role jedynie statysty. Myśleliśmy, że jej przemówi do rozumu. Dla bezpieczeństwa wzięliśmy ze sobą dyktafon, ponieważ w przeszłości byliśmy wielokrotnie pomawiani o nie stworzone rzeczy (Punkt 1.2.5).

VIII.   Atak w garażu dnia 13.11.2014.

Niestety pan Roman SMALUCH, zaatakował moja żonę Kingę i mnie (Rozdział 2). Po prostu wpadł w amok, ponieważ żeśmy sobie pozwolili stanowczo skonfrontować jego żonę Grażynę z jej wcześniej wypowiedzianymi groźbami wobec nas i naszych dzieci. Najgorsze było to że bił moją żonę Kingę w mojej obecności, tak jak się biją w bójkach faceci. Ja nie byłem właściwie celem, w sumie 3 razy szarżował na moją żonę Kingę, chciał jeszcze czwarty raz, a ja próbowałem go odpędzić a właściwie wyłapać jak szarżował na nią.

Do tego używał pęku kluczy, którym ją podrapał. W drugiej szarży zmusił mnie na ziemie i dusił mnie.

W trakcie duszenia mnie na ziemi upadł na ziemie i jak się później okazało, złamał kość policzkową.

Jego atak nagraliśmy na dyktafonie, słychać na nim, jak się próbowaliśmy od niego odpędzić i nawet jego żona Grażyna SMALUCH, woła do niego, by nas zostawił w spokoju (Rozdział 8, nagranie 8.1 i 8.2).

IX.      Śledztwo monachijskiej policji kryminalnej.

Po ataku Grażyna SMALUCH opowiadała przed policją, że my go kopaliśmy po twarzy. Ponieważ na jego ciele a w szczególności twarzy nie było żadnych innych śladów wskazujących kopanie czy bicie, policja i policja kryminalna nas nie prześladowała, pomimo że pierwsze przesłuchanie tuż po zajściu przebiegło niezbyt przyjemne dla nas (Rozdział 4). Chciałbym zaznaczyć, że przy takich zarzutach, w szczególności w Niemczech, potencjalni napastnicy idą do aresztu śledczego i są skazywani na wiele lat więzienia.  

Komisarz z policji kryminalnej  prowadzący śledztwo pan Maier powiedział nam otwarcie, że nas za przestępców nie uważa (Punkt 5.7.4). Do tego Roman SMALUCH musiał się spowiadać do czego używał tego pęku kluczy, którym podrapał moja żonę. Komisarz kryminalny też przepytywał rzetelnie do protokołu świadków, którzy wykluczyli wersje Grażyny SMALUCH (Rozdział 3).

X.        Międzyczasie: Niemiecka adwokatura.

Po tym jak się Grażynie SMALUCH nie udało od nas wyłudzić przyznania się do winy, za pomocy przydatnego pana SCHMIDTa (Punkt 5.3), zgłosiła się do kancelarii prawniczej Dr. Klüver Dr. Klass Zimpel & Kollegen.

Dodatkowa wzmianka: Głównymi zarządcami tej kancelarii jest Dr. Jürgen Klass I i jego syn Dr. Jürgen Klass II. Wiem, wiem brzmi to jak z poczetu królów, ale tak jest.  Dr. Jürgen Klass I pochodzi z Bytomia, wyemigrował do Niemiec w latach 70 i jego syn Dr. Jürgen Klass II mówi po polsku i obecnie przejął kancelarie od ojca. Niestety ta polska kancelaria która nie jest brana zbytnio poważnie zajmuje się cwaniactwem by jakoś utrzymać się na fali. Do tego zatrudniali pewna bezwzględna adwokatkę, Niemkę panią Julie WEINMANN, która ze swoimi kryminalnymi metodami które są bardzo znane w Bawarii i wulgarnością, nie mogła by w żadnej szanującej się kancelarii zagościć.

Adwokatka WEINMANN albo Grażyna SMALUCH nawiązały kontakt z moim adwokatem Markiem NIBBE i przekonały go do tego, by przeciwko mnie/nam działał. Jak się później okazało, Roman SMALUCH nie był ubezpieczony zdrowotnie w Niemczech, pracował na czarno i za pomoc zdrowotną, która była mu udzielona po wypadku, musiał płacić parę grubych tysięcy Euro gotówką. A więc SMALUCHY chciały sobie koszty nas odbębnić. Już od stycznia 2015 roku zaczął się NIBBE do mnie dziwnie zachowywać (Punkt 6.1).

XI.      Adwokacka zdrada klienta przez mojego adwokata Marka Nibbe. Motanie z dowodem z nagrania z dyktafonu.

Mój adwokat Mark NIBBE prowadził mnie przez całe śledztwo i postepowanie karne tak, by nam tylko zaszkodzić. Przez cały czas udawał ze jest uprzejmy, jednoczenie wszelakie dowody o naszej niewinności nie przekazywał dalej prokuraturze.

Tak było miedzy innymi z tym nagraniem z dyktafonu. Tzw. Adwokat NIBBE twierdził że nagranie dostało się w styczniu 2015 do prokuratury, ale  tak naprawdę je nie przekazał. Do tego kazał mi wcześniej przetłumaczyć nagranie z dyktafonu z polskiego na niemiecki, by odpowiednią strategie przeciwko nam ze SMALUCHAMI i adwokatką SMALUCHÓW: Julia WEINMANN wypracować (Punkt 6.2). Wiem, wiem, brzmi trochę niewiarygodnie, ale tak było i dalszy ciąg wydarzeń potwierdza to.

Dodatkowa wzmianka: „Adwokat” Mark Nibbe. W dalszym ciągu naszej opowieści, będzie ciężko osobie postronnej zrozumieć, dlaczego Niemiec, do tego adwokat, byłby w stanie to zrobić to, co nam zrobił, albo miałby interes zrobić to co nam zrobił, ponieważ to co nam zrobił, nie ma logicznego sensu, dla normalnych ludzi.

Pierwsze trzeba zrozumieć, że z jednej stronny Grażyna SMALUCH jest niesamowita manipulantką, która jak przyjdzie co do czego zamienia się z dewiacyjnej psychopatki w potulną, pokrzywdzoną babunie, której nie w sposób by nie pomóc, jeżeli się jej dobrze nie zna. Z drugiej stronny Mark NIBBE nie jest adwokatem, takim jak ludzie z definicji sobie wyobrażają; Po „procesie” dowiedziałem się, że był mierny na studiach i po ich zakończeniu wyżalał się publicznie, że zrobienie wyksztalcenia na prawnika zepsuło mu najlepsze lata życia. Przed około 10 laty odziedziczył kancelarie po ojcu i zajmuje się szemraną działalnością windykacyjną, a fałszywą i nieciekawa naturę  ma po przodkach:

Jego ojciec Bodo-Berndt-Nibbe jako adwokat i członek partii SPD, a wiec niby socjalnej, zajmował się pomiędzy 2002 do 2005 asocjalnym osłabianiem, dobijaniem i likwidacją niemieckich przedsiębiorstw, które mógłby jeszcze spokojnie działać. A więc wyprawiał takie rzeczy, co się działy w Polsce po 1989 roku. Dwulicowość u rodziny NIBBE jest czymś normalnym. A głupotę i beztroskę, krótko pisząc za przeproszeniem, odziedziczył po swojej westfalskiej matce, która po prostu przebalowała całe życie, nigdy nie pracując. 

A jego dziadek Walther Nibbe był wysoko postawionym nazistom w randze SA-Gruppenführera (dla porównania zbrodniarz Ludwig Fischer, co rezydował Warszawie miał tą sama rangę) i kochankiem i osobistym sutenerem SA-Fürhera Ersta Röhma. W 1934 roku przeżył pucz Röhma, tylko dlatego, że pomimo homoseksualizmu, kierownictwo NSDAP uznało go za nieszkodliwego, bo był „mierny ale wierny”. W trakcie procesu skarżyłem się na rasistowskiego policjanta Axela SCHLÜTERa, który nas prześladował od 2011, dla „adwokata” Marka NIBBE a wiec wnuka Nazisty był to niesmak i powód nam zaszkodzić.

XII. Nasz list do prokuratury z kwietnia 2015.

Na przedwiośniu 2015, czułem że jest coś jest nie tak. W kwietniu 2015 postanowiłem napisać sam do prokuratury, i opisałem całe zdarzanie wybitnie dokładnie na 56 stronach (Punkt 6.4). Dopiero wtedy prokuratura dowiedziała się o nagraniu z dyktafonu i zażądała je. 

„Mój” adwokat NIBBE był wściekły bo pomieszałem szyki jemu; własnemu zdrajcy (Punkt 6.5.4). Twierdził że nagranie z dyktafonu zgubiono w prokuraturze, co po prostu bujdą było. A adwokatka SMALUCHÓW, Julia WEINMANN próbowała mnie oczerniać jako chorego psychicznie (Punkt 6.5.5).

Dodatkowa wzmianka: W lecie 2018 roku, czyli ponad 2 lata po procesie, dowiedziałem się, że gdybym nie napisał tego obszernego pisma do prokuratury, ta sprawa by doszła do sądu wojewódzkiego, a tam po prostu by się z nami nie cackali, gdyby nie mieli jakichkolwiek dowodów na naszą niewinność i wylądowaliśmy po prostu w więzieniu.  

XIII.   Nowicjuszka z prokuratury monachijskiej. 

Po tym jak wstępne manipulacje z nagraniem z dyktafonem wyszły na jaw, i było wiadomo, że żaden normalny prokurator by nie był wstanie nam postawić aktu oskarżenia, a jedocześnie państwo SMALUCH trzymali na swoim, prokuratora monachijska przekazała śledztwo pewnej nowicjuszce: Kristinie HILDEBRANDT która co dopiero 6 tygodni w prokuratorze pracowała (Punkt 6.7).

Przykre jest to, że pomimo że przekręt z nagraniem wyszedł na jaw, kolesiostwo adwokatury było ważniejsze niż prawo.  

XIV.   Przerobienie tłumaczenia nagrania, tak by pasowało do wersji Smoluchów. Podrobienie dowodów.

Jak ja to nagranie przekazałem, drugi raz dalej, to „mój” adwokat NIBBE  wspólnie z ta polska kancelarią Dr. Klüver Dr. Klass Zimpel & Kollegen namówili pewna tłumaczkę języka polsko-niemieckiego Martę RUMEL-ELFIKI żeby tak przetłumaczyła nagranie, że to my wypadliśmy jako napastnicy. Ten temat poruszam bardzo obszernie w rozdziale 8.

Dodatkowa wzmianka: Tłumaczka przysięgła (!) Marta Rumel – ożeniła się z jakimś zagranicznym facetem z Egiptu który prowadzi restauracje w Monachium – poleciała na jego kasę – a tym tłumaczeniem to sobie tylko tak dorabia, by nikt nie twierdził, że z niej tylko laleczka do zabawy dla kasiastego gościa z krainy 1000 i jednej nocy. Przepraszam że to tak opisuje, ale inaczej się nie da; bo to przestępstwo, co ona zrobiła. W samym Monachium znamy parę polskich normalnych tłumaczy języka niemieckiego, co by na to nie poszło.

A więc całe to tłumaczenie to była czysta farsa: została cala sekwencja wstawiona: „-ja nie popchnęłam tego dziecka” to miała wypowiedzieć pani SMALUCH, ale tego nie było nigdzie w nagraniu. Ale sekwencja w której Grażyna SMALUCH woła do swojego męża Romana SMALUCHA żeby zostawił nas w spokoju „–Zostaw ich” która miała udowodnić kto rozpoczął atak została usunięta. Tam gdzie moja żona Kinga woła wielokrotnie do Romana SMALUCHa jak mnie dusił na ziemi: „-zostaw go bo cię pierdolnę”, „-zostaw go” „-zostaw go bo cię pierdolnę” – zostało przerobione na „-Bo ci zaraz jednego przypierdole”; by z nas ofiar, przerobić na napastników. A na końcu jak moja żona Kinga woła wielokrotnie „-Przestańcie” to tłumaczka RUMEL-ELFIKY sugeruje że to woła Roman SMALUCH własnym głosem. Nawet poczciwe polskie słowo „kurwa”, które należy do ogólnego pejzażu komunikacyjnego Polski, zostało tak zmanipulowane by miało znaczenie jako bezpośrednia obraza.

Na tej zasadzie dowód który nas miał odciążyć służył jako obciążający. 

XV.     Akt oskarżenia. 

Dostaliśmy akt oskarżenia w lecie 2015 roku, jak się okazało, prokuratura nie prowadziła śledztwa tylko skopiowała pismo Grażyny SMALUCH do aktu oskarżenia (Punkt 7.1.1) i twierdziła, że nagranie nas obciąża.

Dodatkowa wzmianka: Dodatkowo była już przygotowana intryga: zranienie przez odmę płucna, która Roman SMALUCH wcale nie przeżył i nie mógł poświadczyć medyczna dokumentacją, było wmontowane językiem medycznym, tak by dla nas laików do dnia procesu nie było znane (Punkt 7.1.3). 

XVI.   Straszenie psychiatrykiem. 

Próbowałem „mojemu” adwokatowi NIBBE dać do zrozumienia, że przetłumaczone nagranie przez tłumaczkę „przysięgłą” Martę RUMEL-ELFIKY to oszustwo, ale ten straszył mnie, że prokuratura monachijska wsadzi mnie do psychiatryka, jeżeli będę zarzuty wobec przysięgłej tłumaczki robić  (Punkt 7.8),

XVII.  Wodzenie za nos klienta. Niewygodny adwokat mojej żony.    

Po otrzymaniu aktu oskarżenia, próbowałem u „mego” adwokata NIBBE wyprosić żeby w końcu coś przeciwko tym SMALUCHOM zrobił: prosiłem o prywatnego medycznego rzeczoznawcę, by ten potwierdził że nie ma śladów na twarzy od kopania (Punkt 7.6), prosiłem o to żeby była podkopana wiarygodność Grażyny SMALUCH, ale on robił wszystko by się na to nie zgodzić czy przesunąć na później.

Po otrzymaniu aktu oskarżenia moja żona Kinga musiała sobie, wedle niemieckiego prawa znaleźć adwokata, ale NIBBE próbował mnie nachalnie przekonać, żeby moja żona dostała adwokata z urzędu. Ale my się na to nie zgodziliśmy i nawiązaliśmy kontakt z adwokatem Franzem J. Erlmeierem. Po tym jak się NIBBE o tym dowiedział, przedstawił nas przed tym mecenasem Erlmeierem jako złych ludzi. Po pierwszym wspólnym spotkaniu w kancelarii było widać widoczny chłód i reakcje ze strony tego Ermaiera (Punkt 7.9). Do samego procesu nie nawiązaliśmy z nim kontaktu. Jednocześnie NIBBE podrabiał życzliwość do mnie, tak że korzystaliśmy z jego zdradzieckich usług (Punkt 7.10).

XVIII.            Tłumaczenie nagranie ze zdarzenia od tłumaczki przysięgłej pani Agnieszki Miller.   

Wziąłem sprawy we własne ręce i nawiązałem kontakt z najbardziej znaną i cenioną tłumaczką przysięgłą panią Agnieszką Miller. Ona przetłumaczyła nagranie właściwie. NIBBE jednak zrobił wszystko by się ona nie pojawiła na procesie (Punkt 13.7) i nagranie z przetłumaczeniem nie było jako dowód brane pod uwagę (Punkt 9.9). Pani tłumaczka Miller sugerowała mi, że coś  nie jest tak z tym adwokatem NIBBE, ale ja byłem za bardzo oczarowany i przestraszony.     

XIX.   DNA. Próba wymuszenia przyznania się do winy przed procesem.   

„Mój” adwokat NIBBE chciał już przed procesem ode mnie/nas wymusić przyznanie się do winy. W październiku 2015, w tym celu wziął ode mnie buto-sandały tzw. sneakersy, które nosiłem w miejscu zdarzenia by przebadać na DNA i stwierdzić że na nich nie znajdują się ślady krwi Roman SMALUCHa, który był podobno przeze mnie w dniu zajścia kopany, miedzy innymi po twarzy. Mi się to wtedy wydawało podejrzane, ponieważ byłem na ten temat trochę oczytany, ale myślałem że chce on dobrze (Punkt 7.11).

Po paru tygodniach zgłosił się do mnie NIBBE i twierdził że Instytut medycyny sądowej w Monachium znalazł ślady krwi, i lepiej będzie jeżeli się od razu przyznam. Okrutnie mnie naciskał, byłem w szoku. W przeciwnym razie prokuratura będzie wnioskowała o areszt śledczy dla mnie ponieważ jestem ponoć niebezpieczny i do tego są niezbite dowody w formie powyższego DNA (Punkt 7.14).

Ponieważ mi ta sprawa wydawała podejrzana, zadawałem za dużo pytań (Punkt 7.14.3), ponieważ w tym obuwiu ponad rok czasu po zdarzeniu chodziłem, poprzez to były zanieczyszczone i chciałem nawiązać sam kontakt z prokuraturą  (Punkt 7.14.4) i problem wyjaśnić, NIBBE zaniechał tego wymuszenia i twierdził ze prokuratura zaniechała dalszego śledztwa w tym kierunku ponieważ Roman SMALUCH nie chciał dać swojej krwi do DNA-analizy… 

XX.     Sabotowanie obrony. „Ćwiczenia”  przed procesem.

Po tym jak się „mojemu” adwokatowi NIBBE nie udało wymusić ode mnie przyznania do winy na podstawie fałszywych DNA-zarzutów, zapraszał mnie nachalnie on na ćwiczenia wypowiedzi przed sądem. Ponieważ nasze przeżycia z ataku były prawdzie i przez to szczegółowe, zagrażały tym SMALUCHOM. W szczególności za duszenie człowieka można dostać ładnych parę lat w Niemczech.

Przed pierwszym dniem rozprawy sadowej były takie 3 spotkania (Punkt 9.2, 9.6 i 9.11). Dręczył mnie żebym moje zeznanie, które powinno ze przynajmniej 2 godziny potrwać, zmieściło się w 12, góra 15 minutach, ponieważ to jest „normalne”.  Do tego tak manipulował moim zeznaniem, tak żeby większość niewygodnych szczegółów co były niekorzystne dla SMALUCHa w zeznaniu nie wystąpiły. W szczególności musiałem całą historie co poprzedzały ten atak pominąć – „bo podobno historia była znana sądowi”.

XXI.   Pierwszy dzień procesu – tak na niby.

W dniu 15.12.2015 miał się odbyć proces, pomimo tego że adwokatka SMALOCHÓW; Julia WEINMANN wnioskowała żeby proces przesunąć (Punkt 7.13). Ale się nie odbył: o tym tylko my nie wiedzieliśmy. To należy do taktyki adwokatki od SMALUCHOW; Julii WEINMANN.

Dodatkowa wzmianka: Dwa lata po procesie, w styczniu 2018 roku zameldowała się do mnie ofiara tej adwokatki WEINMANN – ona mniej więcej to samo przeżyła co my (Punkt 29.1). WEINMANN umawia się z kimś znajomym z prokuratury, kto nie zaprasza świadków i biegłych i jest wtedy proces odwołany. A osoba poszkodowana w tym wypadku musi przezywać podwójnie proces – co niszczy psychikę danej osoby. Na drugi termin przychodzi bardziej wyluzowana albo nieostrożna, a wtedy adwokatka WEINMANN dowala z grubej rury i ofiara przeżywa koszmar.

W dniu  15.12.2015 nie przyszedł nie tylko biegły medycyny sądowej, ale osobiście adwokatka Julia WEINMANN nie przyszła na proces w tym dniu i wysłała swojego znajomego adwokata niemiecko-tureckiego Özhan Erenoglu, który pełnił owego czasu zastępstwa dla niej. Na proces nie zostali ani świadkowie zaproszeni, ani nasza tłumaczka przysięgła Pani Miller. NIBBE czarował mnie, że to jej wina, że jest nie kompetentna, poważna itd. Co było kłamstwem.

Sędzina doktor nauk prawnych pani Ines Tauscher się wściekła, bo poznała że proces został ustawiony, walnęła drzwiami (Punkt 12.4.1), krótko po tym wróciła i zaproponowała nam tzn. mi i Kindze przeprowadzenie procesu bez biegłego medycyny sadowej (Punkt 12.4.2).  Ponieważ baliśmy się i nie wiedzieliśmy o co chodzi, nie podjęliśmy decyzji. Zdradziecki Adwokat NIBBE i adwokat mojej żony Franz J. Erlmeier milczeli.

Po tym sędzina pani Tauscher powiedziała, że nie wierzy, że Roman SMALUCH był kopany po twarzy i sądzi, że to jest od uderzenia w twarz pięścią albo upadku (Punkt 12.5.2). Nas to uskrzydliło. Proces został przełożony do lutego 2016.

XXII.  Czas pomiędzy pierwszym i drugim dniem procesu. Dalsze motanie przez zdradzieckiego adwokata Nibbe i dalsza zdrada klienta.

Pomiędzy 16.12.2015 a 18.02.2016 próbowałem „mojego” adwokata NIBBE entuzjastycznie przekonać by po tym, jak sędzina pani Dr. Ines Tauscher wypowiedziała się korzystnie do naszej wersji wydarzeń, by dział i wykorzystał okazje. Ale ten typ NIBBE zaczął sugerować mi, że na zdjęciach gdzie moja żona Kinga jest pobita, i posiada siniak wielkości grejpfruta, że to nie Roman SMALUCH ją  pobił, tylko ja po zajściu pobiłem i oskarżam teraz „ofiarę” Romana SMALUCHA o to że on pobił moją żonę Kingę (Punkt 13.2). Totalne szaleństwo, ale NIBBE powoływał się na sędzinę panią Tauscher. Niewiedziałem co robić.

Pomiędzy pierwszym i drugim dniem procesu, ćwiczył NIBBE ze mną moją wypowiedź i czepiał się tak jak nigdy, że moja wypowiedź jest zła (Punkt 13.9).

Parę dni przed 2 dniem procesu, zadzwonił do mnie i próbował moją wypowiedź sądowa która ze mną z 15 godzin w tych 4 terminach ćwiczyliśmy radykalnie zmienić. Nie zgodziłem się, ponieważ bym dostał mentliku w głowie (Punkt 13.13).

XXIII.            W Międzyczasie: Prośba o nowe mieszkanie. Z pomocą policji kryminalnej; spełniona.

Po pierwszym, tym udawanym dniu procesu Grażyna SMALUCH wykorzystała pierwszą nadążająca się okazje by dorwać moją żonę Kingę z dziećmi, by jej zabluzgać (Punkt 13.4). Powodem było zapewne to, że sędzina pani Tauscher nie chciała być może iść na ichną starannie zmajstrowaną intrygę.   

Wiedzieliśmy że po procesie, wtedy być może dla SMALUCHÓW przegranym, że SMALUCHOWA będzie nękać moją żonę Kingę bez końca. Prosiliśmy komisarza pana Maiera z policji kryminalnej żeby nam inne mieszkanie załatwił. Spełnił tą prośbę nieoficjalne i dostaliśmy mieszkanie ulice dalej (Punkt 13.6). Myśleliśmy tylko o tym żeby proces mieć za sobą i po procesie się wyprowadzić i prowadzić nowe życie. Niestety…

XXIV.            Bilety do cyrku.

Nie wiem jak to zacząć, bo sam nie chce być brany za wariata, ale „mój” własny adwokat Mark NIBBE, rozdawał bilety do cyrku monachijskiego by koleżanka mojej żony Kingi, która miała poświadczyć że Kinga została brutalnie w ramie uderzona i w dniu zajścia 13.11.2014 cierpiała z bólu (Punkt 5.1), nie przyszła na rozprawę sądową w drugi dzień procesu, dnia 18.02.2016 (Punkt 13.14.1). Parę dni przed procesem, koleżanka mojej żony, znalazła dwa bilety w swojej skrzynce na listy, myślała że ktoś z Jugendamtu podarował te bilety, ponieważ ma małego brata, a Jugendamt, robi dzieciom z nie majętnych rodzin, też takie prezenty. Pomimo tego, ale poszła na rozprawę, by nas miedzy innymi podtrzymać na duchu.

Przez Facebook dowiedzieliśmy się, że tłumaczka przysięgła pani Agnieszka Miller, już w styczniu 2016 roku dostała też 2 bilety, jako podziękowanie za nieobecność w 18.02.2016 (Punkt 13.7). Że to wszystko przypadek mógłby być: nie wierzymy.

XXV.  Brutalne zastraszenie przed salą sądowa. 

W dniu procesu, przed samym procesem, zostaliśmy brutalnie zastraszeni,  w szczególności moja żona Kinga. „Mój” „adwokat” Mark NIBBE, napastnicy SMALUCHy i ichna adwokatka Julia WEINMANN wiedzieli, że nasze wypowiedzi, czyli odpowiedzi ofiar mogą ich pogrążyć, ponieważ były bardzo wiarygodne.

Postanowili nas brutalnie zastraszyć, wyprowadzić z równowagi co te się udało. Wmówili temu typowi VOGTowi który na życzenie Grażyny SMALUCH napadł moja ciężarna żonę Kingę 3 lata wcześniej (Punkt 1.1.7), żeby przyszedł wypowiadać się jako świadek, pomimo tego że nie był wtedy proszony ani przez prokuraturę ani przez sąd.

Jak Kinga go zobaczyła, zamarła z przerażenia. Przeżyła szok i była w stanie w którym się o życie naszego dziecka w kwietniu 2013 walczyć musiała. Potem przez cały czas procesu płakała i niewiedziana co się wokół niej dzieje. Nie wypowiadała się, bo nie była w stanie. Jej adwokat Fraz J Erlmeier próbował przeciwdziałać ale został zagryziony przez tą WEINMANN (Punkt 13.14.3). A zdradziecka menda Mark NIBBE jeszcze usprawiedliwiał obecność tego VOGTa. Jak potem się okazało sam pan VOGT nie chciał nam nawet w oczy spojrzeć i jak najszybciej zniknąć z sadu; tzn. że przyszedł tam wbrew własnej woli i zdecydowanie nie miał na to ochoty.

Natomiast nikt ze świadków nie przyszedł, a właściwie nie został wezwany. Też policjanci z policji i policji kryminalnej nie zostali zaproszeni. Adwokat Kingi pan Franz J. Erlmeier zaczął kapować z kim ma do czynienia.

XXVI.            Wypowiedzi stron.

Jako pierwszy ja się wypowiadałem. Zdecydowałem się na pełna wersje mojego zeznania, jeżeli chodzi o bijatykę z 13.11.2014 (Punkt 14.6). Pani sędzinie Dr. Tauscher się moja wypowiedz podobała, w drugim dniu procesu nie dawała żadnych wrogich oznak (Punkt 14.7.1). Adwokat mojej żony Kingi; Franz J. Erlmeier zaczął pojmować, że nie jesteśmy winni.

Natomiast Roman SMALUCH mylił się w zeznaniach i opowiedział 3 wersje jak upadł na ziemie (Punkt 15.1.10). Nie było wiadomo, czy ja go popchnąłem na ziemie i upadł, czy ja go przez uderzenie w twarz tak uderzyłem, że upadł na ziemie, czy Kinga go od tylu ciągnęła za kurtkę żeby ponoć upadł na ziemię.

Ale nie to było najważniejsze: Roman SMALUCH opowiedział dopiero w drugim dniu procesu, że ja zaatakowałem ich z nożem (!) a Kinga z kamieniem (Punkt 15.1.3). To była taka intryga: gdyby medyczny biegły, za mało nas obciążył, to ja bym później mógłbym być przymuszony przez „mojego” adwokata NIBBE do winy, że niby ich atakowałem z niebezpiecznymi narzędziami – a za atak z nożem idzie się w Niemczech bezpośrednio do więzienia (Punkt 15.1.4).

SMALUCH opowiadał że klękałem mu na klatce piersiowej (Punkt 15.1.9) – ta intryga miała wykorzystana przeciwko nam później.

Najlepszy kawał był taki, że prokurator, pan SOHN nie stawiał nikomu pytań co do zdarzenia. A wszyscy adwokaci nie stawiali pytań, które by w jakikolwiek sposób by wyjaśniły to zajdzie z 14.11.2014.    

XXVII.           Wypowiedz medycznego biegłego, pana Prof. Wolfganga Eisenmengera.

Na proces został zaproszony najbardziej znany i uznany biegły medycyny sądowej w Bawarii i w Niemczech: Prof. Wolfgang Eisenmenger. Cały trik polega na tym, że ten fachowiec jest tylko do ciężkich procesów zapraszany typu morderstwa, ataki z nożami przed sąd wojewódzki tzw. Landgericht a nie przed sąd rejonowy tzw. Amtsgericht. Po procesie wielu adwokatów zadawało mi pytanie: A co on tam robił? Ano właśnie…

Biegły Prof. Eisenmenger wypowiedział się bardzo dużo na temat (Punkt 16.2), że byliśmy pobici i kluczami podrapani, w szczególności, że nasze rany maja charakter obronny tzn. że musieliśmy się bronić miedzy innymi przed skaleczeniem pękiem kluczy.

W trakcie pokazywania zdjęć na sali sadowej, dowiedziałem się w końcu, że istnieje policyjne zdjęcie na którym widać ślady duszenia na mojej szyi (Punkt 16.2.8).

Co do tego kopania po twarzy rzeczoznawca był od pewnego momentu nieprzekonujący (Punkt 16.7), a co do klękania na klatce piersiowej referował to zagadnienie jakby robił wykład na sali wykładowej przed studentami, a nie zajmował się konkretnym przypadkiem (Punkt 16.8). Nic dziwnego ponieważ Roman SMALUCH nie przedstawił nawet obdukcji lekarskiej.

XXVIII.         Koniec drugiego dnia procesu.

Drugi dzień procesu został zakończony ponieważ było dość późno, nastał wieczór, a nie udało się nas przymusić do przyznania się do winy. Nikt nas też nie przymuszał. Ani prokurator SOHN, ani sędzina Tauscher. Sędzina Tauscher powiedziała że będzie jeszcze będzie jeden dzień procesu, ponieważ za dużo niedomowień i niejasności jest ze strony SMALUCHOW (Punkt 18.2).

Obiektywnie rzecz biorąc, ja sam znajdowałem się w ofensywie, co się sędzinie Tauscher i adwokatowi Kingii Franzowi Erlmeierowi podobało (Punkt 18.5). Adwokat Kingi, pan adwokat Franz J. Erlmeier powiedział że jest już dosyć dobrze dla Kingi i że na następnym dniu będzie przesłuchiwany dyktafon. Zdradziecki NIBBE milczał i słuchał by wszystko przeciwko nam użyć.

XXIX.            Wyjazd Smoluchów w sobotę pomiędzy drugim a trzecim dniem procesu.

Moja żona Kinga była załamana i roztrzęsiona (Punkt 19.1), ale ja po przejęciu do domu, zamiast się ją zająć, cały czas zajmowałem się przygotowaniem do 3 dnia procesu (Punkt 19.2).

W sobotę dnia 20.02.2016 spostrzegliśmy że małżeństwo SMALUCH gdzieś wyjeżdża – to była cześć kryminalnej strategii (Punkt 19.4). Nie wiedzieliśmy ale co się właściwie dzieje.

XXX.  Niedziela 21.02.2016. Wymuszenie przyznania się do winy, przez „mojego” adwokata Marka Nibbe. 

W Niedziele (!) rano, mój adwokat NIBBE zadzwonił do mnie i żądał o spotkanie. Twierdził że coś ważnego i nie chciał mi zdradzić szczegółów, ponieważ zeszłym razem, w listopadzie 2015 już wybroniłem z intrygi z DNA-śladami (Punkt 7.14.4). Byliśmy w szoku. Pojechałem na spotkanie do jego kancelarii. Na miejscu twierdził NIBBE, że dzień wcześniej do niego w sobotę (!), dnia 20.02.2016 dzwoniła sędzina Tauscher i powiedziała, że jak się nie przyznam to pójdę do więzienia.

Ta intryga z tym klękaniem na klatce piersiowej, została wyciągnięta teraz w pełnej okazałości jak królik z kapelusza. Twierdził że sytuacja się pogorszyła, ponieważ że teraz nie chodzi o tzw. niebezpieczne pobicie § 224 StGB (2), ale o niebezpieczne pobicie § 224 StGB (5) które zagrażało życiu – karane wieloma latami więzienia. W zamiast za przyznanie do winny nie pójdę do więzienia.

Na moje argumenty, że sędzina pani Tauscher chce przeprowadzić 3 dzień procesu ponieważ ma wątpliwości, że Prof. Wolfgang Eisenmenger wypowiedział się bardzo dużo na nasza korzyść, że świadkowie i policjanci nie byli przesłuchali, że nagranie jako dowód nie było słuchane, nie chciał przyjąć do wiadomości. Tak samo moja chęć na apelacje, do wyższej instancji. Chciałem się skonsultować z moją żoną Kingą i jej adwokatem Franzem Erlmeierem, ale NIBBE naciskał mnie strasznie i powiedział że musi już rano w poniedziałek sędzinie Tauscher dać odpowiedź. Walczyłem z NIBBE w jego kancelarii ze 3 bite godziny. Całe zajście opisałem w rozdziale 21.

XXXI.            Adwokat mojej zony Kingi; Franz Erlmeier zachowywał się pasywnie. 

Po tej niedzieli nawiązałem kontakt jeszcze z adwokatem mojej żony Franzem J. Erlmeierem, ale on miał stracha i nie przedsięwziął właściwie niczego. Nie ostrzegł nas, że chodzi tu chodzi o bluff (Punkt 22.2).

Dodatkowa wzmianka: Jakiś rok po procesie we wiosnę 2017 rozmawiałem z pewnym adwokatem; a więc taka jest prawda, że adwokatura w Niemczech to jedna wielka rodzina; skorumpowana rodzina. Jakbym został przez Franza J. Erlmeiera ostrzeżony, to by się na nim cała adwokatura zemściła i go odizolowała. Tak to tu działa. Do tego bał się tej adwokatki Julii WEINMANN od SMALUCHÓW – ponieważ wiele osób się jej po prostu boi, bo ma z wieloma gangsterami wszelakiej maści do czynienia.   

XXXII.           Trzeci dzień procesu, dnia 24.02.2016. Przyznanie się do winy.

Na trzecim dniu procesu, na sali nie zjawili się SMALUCHowie, tylko ichna adwokatka Julia WEINMANN. Jeżeli nastąpił tzw. „deal sądowy” musi być on omówiony, na początku procesu, przed przyznaniem się do winy. W tym wypadku nie był: wbrew przepisom. Przeczytałem kartkę, że przyznaje się do winy, tą którą  mi NIBBE w niedzielę napisał. Sędzina zapytała się po tym Kingi, czy to co przeczytałem się zgadza – zastraszona Kinga nic nie mówiła, tylko przytaknęła – po to by mnie przed skazaniem na więzienie uratować.   

Potem były wypowiedzi adwokatów. NIBBE nie wypowiedział się ani jednym dobrym słowem za mną i chciał karę w zawieszeniu dla mnie, do 11 miesięcy. Adwokat  Kingi, Franz Erlmeier wnioskował o uniewinnienie i opierał się na tym że nie wiadomo jak Roman SMALUCH upadł na ziemie (rozdział 23.4.2). Prokurator SOHN  wnioskował dla mnie 18 miesięcy w zawieszeniu, adwokatka SMALUCHOW: Julia WEINMANN przychyliła się wnioskowi prokuratora…

Sędzina pani Tauscher skazała mnie na 18 miesięcy w zawieszeniu a Kingę na 9 miesięcy w zawieszeniu. Pomimo strasznych czynów które nam były zarzucone i do których się pod wpływem wymuszenia przyznaliśmy, nie powiedziała do nas ani jednego złego słowa, ani jednego słowa krytyki, ani jednej nie uprzejmości, pomimo tego, że jest znana z tego, że jest do prawdziwych przestępców bardzo ostra. Pewnie przeczuwała, że będę później walczył o swoje. Tak samo pan prokurator SOHN. Dziwne ale prawdziwe.

Finansowe odszkodowania przed wydaniem wyroków nie były żądane dla „ofiary” Romana SMALUCHA ani przez sąd ani przez prokuraturę, tak jak w normalnych procesach się to odbywa. Jeszcze nie…

XXXIII.         Trzeci dzień procesu. Wyłudzenie odszkodowania.   

Dopiero (!) po orzeczeniu wyroku, jak się prawie wszyscy zebrali do wyjścia, adwokatka SMALUCHów Julia WEINMANN wnioskowała jeszcze o odszkodowanie dla damskiego boksera Romana SMALUCHA: sędzina Tauscher zgodziła się na 3600 Euro odszkodowania – to było oczywiście wszelakie pogwałcenie przepisów prawnych, bo to było po procesie. Ona była po prostu przeciążona tym wszystkim i chciała wyjść. Adwokat Kingi pan Erlmeier protestował, że suma była za wysoka, NIBBE oczywiście nie (Punkt 23.7). 

Od marca 2016 do marca 2019 musimy 100 Euro, przekazywać oszustom SMALUCHOM na ichne konto. Jeżeli nie będziemy tego regularnie robić do marca 2019, możemy pójść do więzienia.

XXXIV.         Rezygnacja z apelacji do wyższej instancji.    

Po procesie zrezygnowaliśmy na apelacje do wyższej instancji. Byliśmy w strasznym, wyczerpanym stanie i jeszcze krótko przed przeprowadzką (Punkt 24.2). W szczególności Kinga była tak zastraszona, że bałem się, że się totalnie załamie i nie będzie w stanie się nawet opiekować dziećmi. Nie było też  sensu to robić, ponieważ „mój” adwokat NIBBE, tego w żadnym razie tego nie chciał i wiedziałam, że to przedsięwzięcie z nim nie będzie możliwe, a adwokat mojej zony Kingi; Franz J. Elrmeier robił wrażenie zastraszonego.     

XXXV.           Pisemny wyrok i twierdzenie prokuratury, że nawet po procesie nie wie jak się to zajście stało.     

Miesiąc po procesie dostaliśmy pisemny wyrok do domu: jak się okazało był to tzw. wyrok widmo, ponieważ sędzina pani Tauscher nie uzasadniła jak doszła do tzw. przekonania sędziowskiego i nie wytłumaczyła dlaczego my jesteśmy winni (Punkt 24.5). Trudno się jej dziwić, ponieważ sama była ofiara intrygi, ze strony „mojego” „adwokata” NIBBE, adwokatki SMALUCHÓW Julii WEINMANN i jak się później okazało też ze strony prokuratury.

Dodatkowa wzmianka: W roku 2018, czyli 2 lata po „procesie” dowiedziałem się, że sędzina pani Tauscher nie żyje zbytnio dobrze z prokuraturą monachijska; ze strony prokuratury są jej często tzw. świnie podkładane, czyli procesy w których nie może bezstronnie rozstrzygać (Punkt 29.12.1).

Ale to nie koniec hecy. Dostaliśmy też na wiosnę 2016 pismo z prokuratury. Prokuratura Monachium twierdzi, że nawet po procesie nie wie, kto był winny tego zajścia z 13.11.2014 i jak to zajście przebiegało (Punkt 24.6). Ale powołuje się na wyrok sędziny Tauscher… A wiec perfekcyjne świństwo wobec nas i sędziny; pierwsze prokuratura wytoczyła nam mierny akt oskarżenia bazujący na kłamstwach SMALUCHOW i podrobionych papierach, brała czynnie i biernie w tym cyrku, a na koniec twierdzi, że nie wie jak to się wszystko stało. Takich rzeczy, to chyba nawet w stalinowskich sądach za PRL-u nie grali. 

XXXVI.         Straszenie po procesie więzieniem.      

Po „procesie”, „mój własny” adwokat Mark NIBBE straszył nas więzieniem (Punkt 26.6), ponieważ nie chcieliśmy zapłacić kosztów adwokackich SMALUCHOM w wysokości około 1700 Euro, kosztów które wydali na adwokatkę WEINMANN.

Z tekstów, które mi wypisywał (Punkt 26.10 i 26.14), można wywnioskować, że mu całkowicie się pogorszyło: zachowywał się już otwarcie jak adwokat strony przeciwnej. Pozytywnie można jednak nadmienić, że adwokatka SMALUCHOW Julia WEINMANN i jej polska kancelaria Dr. Klass Dr. Klüver Zimpel & Kollegen, zaprzestała jakiś ofensywnych działań wobec nas. Najprawdopodobniej zaczęli powoli przeglądać na oczy, z kim maja do czynienia.

XXXVII.        Międzyczasie: Prześladowanie idzie dalej.      

Właściwie Grażyna SMALUCH wznowiła już prześladowanie nas parę tygodni po procesie, w trakcie przeprowadzki (Punkt 24.7). Pomimo że przeprowadzili się ulice dalej przy pomocy policji kryminalnej, już w miesiącu maja 2016, zaczęła przychodzić nam pod dom (Punkt 24.11). Jej nachalność się zwiększyła po tym, jak mój zdradziecki adwokat NIBBE nie mógł od nas pieniędzy wyłudzić. Zaczęła czatować na moja żonę Kingę, rano na drodze pomiędzy przedszkolem a naszym domem (Punkt 26.15).

Moja żona Kinga po tych wszystkich bandyckich atakach, bała się wyjść z domu, ponieważ nie wiadomo było, nie tylko, kogo Grażyna SMALUCH naśle na nią i na nasze dzieci, ale baliśmy/boimy się fałszywych oskarżeń à la napady z nożami rybackimi i kamieniami (Punkt 15.1.3). Na policje lokalną nie mogliśmy liczyć, rasistowski policjant z Westfalii Axel SCHLÜTER był jeszcze nadal obecny na lokalnym posterunku policji Nr. 25 w naszej dzielnicy Riem-Trudering. Do tego zaczepiał Kingę znowu na ulicy (Punkt 33.4.4).

XXXVIII.      Międzyczasie: Przygotowywania do wznowienia procesu.

Już nie wiele dni po procesie rozpocząłem przygotowania do opisania tego skandalu. Przeczytałem wiele książek i jeszcze więcej artykułów prasowych na ten temat (Punkt 24.9). Rozmawiałem też z wieloma ludźmi na ten temat. Ale zacząłem pisać dopiero wczesna wiosna 2017, ponieważ nie tylko musiałem wszystkie wątki opisać, by stronie przeciwnej: SMALUCH/NIBBE/WEINMANN nie dać możliwości stworzenia nowych bajek, ale potrzebowałem wiele czasu by sobie to w głowie ułożyć, by nie robić fałszywych, albo za ciężkich oskarżeń osobom mniej zamieszanym w  tą  intrygę.

XXXIX.         Wycofanie fałszywego przyznania do winy.

Końcem lipca 2017 z oficjalnym pismem do sadu rejonowego w Monachium wycofałem moje fałszywe przyznanie do winy z lutego 2016 (Punkt 28.2). Do tego dołączyłem 380 stronnicowe wytłumaczenie wszystkich kłamstw i trików, co ten cały proces ze sobą wniósł.

Jednocześnie ujawniłem w intrenecie mój blog na stronie: www.stgb356.wordpress.com – ze względu bezpieczeństwa. Wszystkie urzędy w Monachium o tej sprawie wiedzą i powołuje się na ten blog,  a wiec to jest oficjalna sprawa.

XL.     Niewyobrażalna korupcja. Co robi „prawo” niemieckie? Nic.

Dalej: Jakieś 6 tygodni po odwołaniu mojego fałszywego wyroku dostałem pismo z prokuratury monachijskich od pewnej prokuratorki Julii WELLHAUSEN. Bez jakichkolwiek wytłumaczeń, wzięła i wstrzymała dochodzenie przeciwko adwokatowi NIBBE z powodu zdrady adwokackiej (Punkt 28.5). Cały trik polega na tym, że ja nawet nie żądałem jeszcze śledztwa wobec niego, ponieważ jeszcze nie miałem nowego adwokata: korupcyjni juryści w Niemczech robią tak, ponieważ wiedzą, że osoby biedne, wykończone w procesie, nie są w stanie przeciwko swoim stręczycielom nic zrobić. Jak ja do niej zadzwoniłem, była do mnie od razu arogancka, uniosła się bardzo i ciepła słuchawką (Punkt 28.5.3).

Pomiędzy latem 2017 a Zima 2017/2018 było praktycznie nic zrobione. Sprawa sobie po prostu leżała.

Dodatkowa wzmianka: I tu taj mamy problem niemieckiego „niezawisłego” systemu prawnego. Przez cały czas musimy w niemieckiej telewizji słuchać mędzenia, że w Polsce łamana jest konstytucja, prawo itd. Taka prawda jest, że niemiecki system pełen jest trupów w szafach, procesów pokazowych, ludzie niewinni siedzą w więzieniach i psychiatrykach. Pełno jest prominentnych przykładów na to: Ulvi Kulaç, Gustl Mollath, Jörg Kachelmann, Rodzina Rupp, ofiary Dominika Brunnera, Christian Wulff. A „niezawisłe” sądy niemieckie praktycznie nic nie robią, by coś  rasistowską partią AfD zrobić, co się na chama prze do władzy, a krytykują na okrągło marsze niepodległości w Polsce. Paranoja. Ostatnio nawet szef Audi Stadler siedzi w areszcie, za nie wiadomo za co, bo sobie ubzdurali, że od wielu dziesiątek lat faworyzowany w Niemczech diesel musi zniknąć z ulic w bardzo krótkich czasie. Zaufanie ludzi i to rodowitych Niemców do sądownictwa w Niemczech, jest takie jak w Polsce za Tuska.  

Ale we wrześniu 2017, ta młoda prokuratorka Kristina HILDEBRANDT która wobec nas prowadziła śledztwo i stawiła akt oskarżenia została odwołana z prokuratury monachijskiej. A od sierpnia 2007, Grażyna SMALUCH przestała nachodzić moja rodzinę na naszej ulicy. Od lata 2017 rasistowski policjant Axel SCHLÜTER zniknął z ulicy.

XLI.    Problemy ze znalezieniem adwokata.

Właściwie już od lipca 2017 szukałem adwokata, ale takowego nie mogłem znaleźć (Punkt 28.4). Tak jak już pisałem, adwokatura musi się razem trzymać, ten co by wziął tą sprawę, byłby uznawany jako skalany, ponieważ kolega przeciwko koledze nie może wystąpić. Do tego my nie mamy praktycznie żadnych pieniędzy i żyjemy ze socjalu, ponieważ nasze zrujnowanie zdrowie i stalking bez końca, nam na to nie pozwala.

XLII.  Nasz pozew przed sądem socjalnym w Monachium.

Już końcem 2017 roku, my tzn. ja, moja żona Kinga, jako ofiary natarczywego prześladowania od roku 2011 i nasz małoletni syn; ofiara wczesnego porodu z powodu napaści z powikłaniami, ubiegliśmy się o rentę dla ofiar przemocy. Ta sprawa będzie rozstrzygana przed sądem socjalnym w Monachium w najbliższych miesiącach, albo początkiem roku 2019. Dla naszych prześladowców, będzie bardzo niewygodne, jeżeli będą skonfrontowani z krzywdami, a przychylny nam wyrok, będzie mocnym bodźcem dla orzecznictwa karnego, by rozprawić się z sprawcami.

XLIII. Zgłoszenie przestępstwa w sprawie zastraszenia w drugim dniu procesu.  

Początkiem stycznia 2018 zgłosiła się inna ofiara adwokatki od SMALUCHOW Juli WEINMANN i dowiedzieliśmy się o innych bandyckich metodach tej Juli WEINMANN z tej polskiej Kancelarii Dr. Klüver Dr Klass Zimpel & Kollegen. Dowiedzieliśmy się, że ofiara zgłosiła to jako przestępstwo (Punkt 29.1).

Postanowiliśmy zgłosić to samo przestępstwo prokuraturze monachijskiej (Punkt 29.3), ponieważ drugiego dnia procesu, zostaliśmy okrutnie zastraszeni obecnością tego VOGTa (Punkt 13.14), przez SMALUCHOW, „mojego” adwokata NIBBE i WEINMANN: w szczególności Kinga, tak była zastraszona, że nie była w stanie rozumieć co się na procesie dzieje.

Ale już po nie wielu tygodniach dostaliśmy bezczelnie sformułowana odpowiedź od tej samej prokuratorki Julii WELLHAUSEN, że to nie było przestępstwo (Punkt 29.8).

XLIV. Próba wznowienia procesu w mieście Fürstenfelbruck obok Monachium.

Internowaliśmy specjalnie do ministra sprawiedliwości Bawarii, pana Prof. Winfrieda Bausbacka (Punkt 29.4). Dostaliśmy odpowiedź, że on nic nie może, że prawo jest niezawisłe (Punkt 29.7) itd. ale sprawa naraz się poruszyła (Punkt 29.6). Ale tylko trochę…

Została dosyć b. szybko przekazana do sadu rejonowego w mieście Fürstenfelbruck obok Monachium. Jednak tam zostaliśmy szybko wyrolowani przez pewnego sędziego, który naszą sprawę nie dopuścił, bo pomimo niezbitych dowodów, potrzeba było podpisu adwokackiego pod wnioskiem do procesu, a ja pomimo, że szukałem intensywnie adwokata, takowego do lutego 2018 nie znalazłem (Punkt 29.12).

XLV.  Nasz właściwie mój nowy adwokat.

Od kwietnia 2018 mam nowego adwokata. Zgodziła się, że my płacimy jej 100 Euro miesięcznie, a on przepracowuje tą sprawę, by wznowić proces.   

XLVI. Nowe prześladowanie.

Ponieważ robi się naszym dręczycielom Markowi NIBBE i Grażynie SMALUCHOM teraz coraz cieplej, postanowili przeciwdziałać. Wiedza że nie mamy pieniędzy, ponieważ musimy im płacić 100 Euro „odszkodowanie” miesięcznie za zranienie się, w trakcie pobicia mojej żony Kingii, do tego 100 Euro płacimy adwokatowi; za przygotowania do wznowienia procesu.

„Mój” adwokat NIBBE nasłał na nas komornika, jak się okazało swojego znajomego, który mieszka zaledwie klika domów od niego, po to by po 2,5 roku po „procesie” dla pani Grażyny SMALUCH, zostały zwrócone koszty adwokacje, które wydała na swoja adwokatkę Julie WEINMANN.  Jednocześnie po ponad roku czasu spokoju, Grażyna SMALUCH zaczęła się kręcić nam pod domem i na drodze pomiędzy domem i przedszkolem. Boimy się bo, nie wiadomo i z kim knuje, przegonić jej nie możemy, bo wymyśli jakaś bajkę, że została np. pobita albo zastraszona.

To nie był przypadek z tym komornikiem, w mieście Monachium, co ma prawie 1,5 miliona mieszkańców. My nie wierzymy już w przypadki. Skontaktowałem się z tym komornikiem, powiedziałem mu o co chodzi. Po tym chyba otrzeźwiał, ponieważ w trakcie wizyty w dniu 26.09.2018 nie był nachalny i stwierdził że nic u nas nie ma do zabrania. Jak się sprawa potoczy dalej nie wiemy.

Dalszy ciąg historii zapewne nastąpi…

Advertisements